środa, 23 grudnia 2015

Rozdział 48

Chociaż czułam straszną zazdrość, dusiłam ją w sobie. Nie chciałam by atmosfera, jaka panowała teraz pomiędzy mną a Harrym zepsuła się znów przez moją głupotę.
Sączyłam gorącą herbatę opierając się o ścianę, ponieważ... nie mogłam usiedzieć w miejscu. Obserwowałam jak duże dłonie Harrego cierpliwie pokazują kolejne ruchy, kiedy Lara wzdychała niecierpliwie. On nic do niej nie czuł. A ona do niego? Nie wiem. Nikt nie może zaprzeczyć, że nie jest ona kolejną dziewczyną taka jak ja. Zapatrzona w tak przystojnego mężczyznę.

*Jenna*

- Dobra, przestań się wymądrzać. - machnęłam ręką, wchodząc Ianowi w zdanie. Pieprzył jakieś głupoty o tym, że jest taki zabiegany. Serio? Wczoraj spędził cały dzień na przeglądaniu zdjęcia Trish, które zrobił jej kiedy jeszcze tu była.
- Co teraz robimy? - zapytał głupio. Westchnął i jak małe dziecko zaczął obracać się na bujanym krześle. Miałam ochotę wywrócić to krzesło razem z nim.
- Czekamy. - odpowiedziałam zwyczajnie, chociaż miałam niewyobrażalną ochotę rzucić sarkazmem. Był taki... denerwujący, przemądrzały, wcale nie myślał, że z chęcią zamieniłabym go na kogoś innego. Ale zostałby wtedy sam, a znając to okrutne życie, znalazłby się pod drzwiami swojego brata i prosił go o pomoc, zdradzając przy tym nasz pieprzony plan. Musiałam poczekać i poświecić swoje nerwy choć jeszcze na chwilę.
- Długo jeszcze?
Miałam taką ochotę go walnąć w ten...
Drzwi z hukiem otworzyły się ukazując niesamowitego mężczyznę. Jego oczy spotkały moje, same prosiły by w nich utonąć, ale zachowałam zimną krew. Powaga była na pierwszym miejscu.
- Wreszcie. - Ian wstał i podszedł do chłopaka witając się. Wymienili kilka zdań, a potem spojrzał w moją stronę.
- Jenna.
Czy można mieć tak zniewalający uśmiech? Każdy krok stawiany w moją stronę przybliżał go do mnie. Naprawdę? Wiedziałam, że na żywo jest jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciach.
- Witaj.
Powinnam otrzymać nagrodę za ukrywanie uczuć. W środku leżałam na ziemi zachwycona jego pięknem, a na zewnątrz patrzyłam na niego zwyczajnym wzrokiem.
- No cześć, Thor. - uśmiechnęłam się lekko i podałam mu dłoń. Uścisnął ją. - Fajnie, że zgodziłeś się nam pomóc.
- Dzięki, że dostałem tą propozycję. Chciałem w końcu wyrwać się z Nowego Jorku.
Czułam, że zwyciężymy. Byliśmy bliżej naszego końca, bliżej finiszu, który zawsze był tak daleko. Nigdy nie czułam, że możemy mieć tak genialnie poukładany plan. Harry będzie skończony.
- Thor, - zaczęłam - Poznaj nasze zasady.

*Trish* 

Czy normalne było to, że kolacja zleciała nam na ciągłych śmiechach? Poczułam, że dzięki odrobinie przekonania mogłam nawet w tym małym stopniu polubić Larę.
- Nie. - Lara zaśmiała się wpatrzona w jeden punkt, jakby przywoływała wspomnienia. - Nigdy nie zapomnę tego, kiedy pod wpływem alkoholu weszłam na stolik i zaczęłam tańczyć. Pogrążyłam się u nauczyciela.
- Musiała to być ogromna dawka. - dorzucił Harry.
- Bo była. - uśmiechnęła się i zaczęła chichotać.
- To było w szkole? - zdziwiłam się.
- Nie. Moją przyjaciółką była córka mojego wychowawcy. Powiedziałam zbyt dużo słów, a on to usłyszał. Myślałam, że Angelika obrazi się za to, ale ona się tylko śmiała.
Lara totalnie się przed nami otworzyła. Opowiedziała tyle historii, że w życiu nie pomyślałabym, iż była zdolna to takich rzeczy.
Siedziałam Harremu na kolanach, a Larze zdawało się to nie przeszkadzać. Nie rzuciła w naszą stronę żadnego komentarza, tylko czasem jej wzrok zawieszał się na tym, jak Harry pocierał nosem o moją szyję, albo bawił się włosami.
- Od kiedy tu jesteś?
Lara stała do nas tyłem, kiedy robiła coś przy szafce. Nie dokładnie wiedziałam do kogo mówi.
- Do kogo to? - zapytałam.
- Do ciebie. - odpowiedziała miło.
- Od ponad dwóch miesięcy. - spojrzałam na Harrego, a głupi chichot wydobył się z moich ust, kiedy błądził ustami po mojej szyi.
- Cholera, Harrrrrry. - warknęłam. - Uspokój się.
- Mhm. - mruknął.
Idiota.
- Ja posprzątam. - odezwała się Lara. - Możecie iść. - rzuciła znacząco, a jej usta wygięły się w głupim uśmieszku. Głupim, ale cień smutku był widoczny na jej twarzy. Taki drobiazg zauważy tylko dziewczyna rozumiejąca dziewczynę.

***

- Harry... Przestań.
Z trudem powstrzymywałam się od kolejnego śmiechu, kiedy trzymał mnie za biodra i ustami jeździł po całym moim brzuchu.
- Kocham cię. - wyszeptał i spojrzał na mnie z dołu. Był to cholernie niesamowity widok, a myśl, że Harry jest moim ogromnym szczęściem, i że to się naprawdę dzieje, nie do końca jeszcze do mnie docierała.
- Super. - kiwnęłam głową. Uchyliłam powieki, kiedy jego pełne wargi straciły kontakt z moją skórą.
- Jak to 'super'? Nie powiesz: ja ciebie też, czy coś w tym stylu?
Udawane rozczarowanie rozbawiało mnie, ale powstrzymywałam nawet najmniejszy uśmiech.
- Nie. Dziś mi się nie chce. - przeciągnęłam się.
- Aha, dziś ci się nie chce. - powtórzył. - A kiedy będzie ci się chciało? - dźwignął się na rękach. Wspiął się na równi ze mną a za chwilę opadł obok mnie.
- Nie wiem... - przybrałam zamyślony wyraz twarzy. - Może, powtarzam, MOŻE jutro.
Zamknęłam oczy i utworzyłam dzióbek z ust. Długo to nie trwało ponieważ uśmiech pchający mi się na twarz był tak ogromny, że zaśmiałam się.
Kiedy palce Harrego zaczęły wbijać się w moje żebra, wykrzyknęłam:
- Kocham cię, kocham!

*Harry*   

- Nie tak! - zatrzymałem ruchy Trish zanim zdążyła strzelić.
Ociągała się dziś jak spasiony wół. Kurwa, dobrze, że nie słyszy moich myśli.
- No to jak? - wywróciła oczami i spojrzała na mnie z ironią. Uśmiechnąłem się bardziej chamsko i rzuciłem:
- Mówiłem ci już. - kilka razy wstrząsnąłem ramionami. Jej mina mówiła sama za siebie; była wkurzona, a ja naprawdę zaczynałem się bać. Wyglądała jakby miała za chwilę na mnie napaść i ukatrupić tu, na miejscu.
- Jesteś taki pomocny, Harry. - znów ten sarkazm.
- Wiem.
Spojrzała na mnie palącym wzrokiem.
- Nie jesteś.
- Przed chwilą mówiłaś coś innego.
W jej ręku znalazł się ochraniacz, który skierowała we mnie. Mój unik jednak był szybszy.
- Jesteś taki denerwujący.
- Też cię kocham...
Dźwięk mojego telefonu rozbrzmiał przez otwarte okno.
- Harry! - stłumiony głos Lary dobiegł z domu.
- Słyszę! - odkrzyknąłem. - Zaraz wracam. - mrugnąłem.
- Nie spiesz się. - mruknęła zadziornie, co jeszcze zdążyłem usłyszeć.

*Trish* 

Harr'ego nie było już dobre 10 minut. Odsunęłam moje myśli, że tak długo rozmawiał z Jenną, albo zatrzymała go Lara. Kiedy kopałam kamyk, Dolar zaczął szczekać. Myślałam, że za chwilę przestanie, ale nie. Stało się to bardziej intensywne.
- Dolar, cicho.
Zamilkł na chwilę, ale za chwilę rozpoczął szczekanie od początku. Spojrzałam w jego stronę i trochę się zdziwiłam. Posesję przekroczył wysoki, przystojny chłopak, a jego uśmiech zauważalny był już od około kilometra.
- Cześć. - powiedział miło wyciągając do mnie rękę. Z opóźnieniem, ale ją uścisnęłam. - Thor.
Przedstawił się.
- Trish. Szukasz czegoś?
Chłopak rozejrzał się wokół. Towarzyszący mu z każdą sekundą uśmiech promiennie przedstawiał jego wizerunek.
- Trafiłem na posesję Harr'ego Styles'a? - zapytał wprost. Zagrzebał dłonie w kieszenie spodni, ale po chwili je wyjął i klepnął o uda. - Nie umawiałem się z nim, ale chciałbym uczestniczyć w zajęciach.
Zajęciach... ohh...
- Ah.. tak. Mogę go zawołać. - wskazałam ręką na drzwi, ale po chwili usłyszałam dźwięk, gdy same się otworzyły.
- O co chodzi? - doszedł do mnie głos Harr'ego. Nie spuściłam wzroku z Thor'a, dopóki sylwetka Harr'ego nie ukazała się obok nas.
- Harry, Thor... on chciał zapisać się na zajęcia.
Patrzyłam jak Harrego szczęka zaciska się.
Nie uczył nigdy chłopaka.
Thor uśmiechnął się i patrzył na Harrego, którego intensywność tęczówek mnie przerażała. Harry spojrzał to na mnie, to na Thor'a. Podejrzliwość w jego oczach się ujawniła, kiedy je zmrużył.

___________________________________________
Witajcie w takim trochę przedświątecznym czasie :D Czy u Was też już jest ubrana choinka? ♥ Jej, tak długo czekałam na ten czas i nie mogę uwierzyć, że już nadszedł. Tak w ogóle to nie ma śniegu, nie? Jakie to święta bez śniegu?! Powie mi ktoś, kurczę? :(((((
Mam nadzieję, że w tym zabieganym czasie znajdziecie odrobinkę czasu, aby przeczytać rozdział i go skomentować choć jednym słowem. :)

UWAGA! WAŻNA SPRAWA!
Jak przeczytaliście w rozdziale, pojawił się w FF nowy bohater! Jest nim...... Thor :D Możecie już go ujrzeć w zakładce BOHATEROWIE ---------> http://secrecy-fanfiction.blogspot.com/p/bohaterowie.html 
Jej! On jest takim przystojnym aktorem! :D ♥
Dobra, bo się posikam :D
I tak wolę One Direction <3 maj lof ♥
Dobra, uciekam, i nie przedłużam do jasnej ciasnej.
Kocham! ♥

P.S. Jeśli jutro znajdę czas, dodam rozdział i złożę Wam dokładne życzenia na nadchodzące święta! :)))))
Naprawdę już idę.
Pa. ;*




wtorek, 15 grudnia 2015

Rozdział 47

Uwaga! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność. Jeśli nie, zawsze możesz pominąć rozdział.

P.S - przeczytajcie notkę pod rozdziałem :)
Miłego czytania! -->

- Harry. - wydyszałam. - Kochajmy się.
Słowa wyleciały z moich ust szybciej niż się spodziewałam. Harry zamrugał kilka razy razy, jakby chciał przysporzyć moje słowa.
- Czy ty...
- Boże, Harry. Nie pytaj mnie czy jestem gotowa. Pragnę tego. - objęłam jego twarz swoimi dłońmi. Patrzył na mnie z niewielkim uśmiechem na ustach, który był spowodowany moimi słowami. Mogłam patrzeć w jego zielone oczy wiercące we mnie dziurę szczęścia, ale gdy chwycił moje dłonie w swoje poczułam, jakby ta piękna chwila zaraz miała zniknąć. Harry dotknął ustami wierzch mojej dłoni i skierował się w kierunku drzwi.
- Harry...
- Ćśś. Po prostu je zamykam. - uśmiechnął się. - Nie zostawiłbym ciebie tutaj. Takiej... nienasyconej? - z każdym jego słowem, kąciki jego ust unosiły się wyżej.
- Ponownie się ze mnie nabijasz. - grymasiłam. Dźwięczny śmiech rozniósł się po pokoju.
- Kochanie. - zrobił kilka kroków i był tuż przy mnie. - Kocham się z tobą drażnić.
- Robisz to zbyt często. - przypomniałam mu, powstrzymując za wszelką cenę uśmiech.
- Uwielbiasz to. - słowa z jego ust wyleciały nadzwyczaj wolnej, jego ręce powędrowały na tył moich pleców, kiedy je za nimi złączył, tym samym zamykając mnie w uścisku.
Pchnęłam go w stronę łóżka, a gdy jego stopy spotkały się z nim, opadł na materac. Patrzył na mnie rozbawiony, więc czułam, że skomentuje moją desperację. Ja po prostu pragnę go jak jeszcze nigdy.
- Spieszy ci się? - uśmiechał się. On się po prostu przez cały czas głupkowato szczerzył.
- Nie, Harry. Po prostu zbyt długo na to czekałam. - wydyszałam wspinając się na łóżko. Usiadłam tuż obok jego rozłożonych nóg. Nie odrywałam wzroku od jego ruchów, nawet kiedy usiadł chwytając się za kostki z jakże uroczym geście.
- Kiedy tu przyjechałaś... - zaczął, po czym westchnął. - Nigdy nie pomyślałem, że spotka mnie coś takiego. To po prostu... najlepsza rzecz, jeszcze nigdy nie czułem się tak szczęśliwy. Naprawdę. - mówił przekonująco. Wierzyłam mu. W jego słowach wyczuwałam samą szczerość, która sprawiała, że czułam się nadzwyczaj wyjątkowa. Tak go kochałam.
- Jesteś jedynym szczęściem, jakie kiedykolwiek mi się przytrafiło. - wyszeptał i pochylił się nade mną dotykając ustami czubka moje nosa. - Nigdy ne wybaczyłbym sobie mojej głupoty, gdybyś nie wróciła...
- Harry, nie rozmawiajmy o tym. To już minęło. - przypomniałam mu, rzucając lekki uśmiech. Chciałam, abyśmy oboje o tym zapomnieli. Aby było to naszą przeszłością, a nie tym, co dręczyłoby nas w każdej chwili naszego życia.
Moje myśli natychmiast się rozproszyły, kiedy przywarł do mnie ustami. Ich miękkość była zadziwiająca, potrafiła idealnie zgrać się z moimi. Pchnął mnie lekko na łóżko, a sam zawisł nade mną. Czułam ciepło bijące od jego ciała, to jak osłaniał nim moje.
Nie mogłam powstrzymać mocnych uderzeń mojego serca, to było wręcz nie do opanowania, kiedy jego jedna dłoń odsłaniała powoli każdy skrawek moje dekoltu, odpinając guziki koszuli. Ufałam mu. Wierzyłam, że będę z nim bezpieczna.
- Zdejmij też swoją. - rzuciłam pomiędzy pocałunkiem.
- Mhm. - mruknął. Był to jeden z najbardziej zmysłowych dźwięków jakie kiedykolwiek dane było mi usłyszeć. Czy on zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo pociągający potrafił być? Zapewne tak.
Wpatrywałam się intensywnie w każdy jego ruch, nie chcąc przegapić tego, jak chwytał końce swojej koszulki, by zaraz potem ją z siebie ściągnąć. Mój oddech był nierównomierny, urywany i musiałam uważać, by nie zakrztusić się własną śliną.
Ponownie pochylił się nade mną lustrując moją twarz. Był taki piękny.
- Kiedy będzie cię bolało... powiedz od razu. - powiedział ledwo słyszalnie.
- Dobrze, Harry. - przytaknęłam. Bałam się tego uczucia, ale przy Harrym zdawało się to nie mieć najmniejszego znaczenia. Dla niego zniosę każdy ból.
Pochylił się dotykając mokrymi ustami mojej rozgrzanej skóry. Ten niesamowity kontrast wznawiał szalejące motylki w moim brzuchu, które nie pozwalały mi spokojnie leżeć na materacu. Harry chichotał, gdy kręciłam się.
- Trish. - warknął śmiejąc się.
- P..przepraszam. - wydusiłam z siebie. Spojrzał na mnie, jego tęczówki wypełnione były pożądaniem. Nie zniosę tego dłużej.
- Harry, nie przedłużaj tego. - skierowałam dłoń do guzika moich spodni. Harry patrzył na ten ruch rozbawiony, śledząc ruchy moich palców.
- Zachłanna jak jeszcze nigdy. - skomentował odsuwając moje dłonie. Ściągnął spodnie z moich nóg, rzucając je za siebie. I wtedy to nastąpiło. Rozpływałam się pod jego intensywnym wzrokiem, kiedy śledził moje ciało.
- Jesteś taka piękna. - wyszeptał jakby oczarowany. Powinnam zawstydzić się? Kiedyś tak było, ale teraz nie miałam na to najmniejszej chwili. 
Patrzyłam zdumiona, gdy z łatwością zsunął ze swoich długich nóg dżinsy, zabawnie przy tym skacząc. Nie powstrzymywałam się od uśmiechu. Harry spojrzał na mnie kręcąc głową. Spodziewałam się komentarza, ale takiego nie otrzymałam. Jednym ruchem zsunął ze swoich bioder bokserki, nie okazując przy tym najmniejszego skrępowania. Jego członek był zadziwiających rozmiarów i musiałam odwrócić wzrok, żeby nie zawstydzić się. Wyglądał jak... okej, zabrakło mi słów. Zajmowałam się tylko swoimi palcami, gdy kątem oka widziałam jak Harry nakłada prezerwatywę na swojego członka. Krótkie westchnienie opuściło jego usta kiedy skończył. Ta sytuacja była dla mnie taka obca.
Nim zdążyłam mrugnąć, pochylał się nade mną wyczytując wszystkie moje emocje.
Wygięłam plecy w łuk, kiedy wsunął pod nie palce, by odpiąć mój stanik. Nie myślałam zupełnie o tym co się dzieje; skupiłam się tylko na tym, że za chwilę w pełni miałam powierzyć się Harremu. Opuszkami palców dotykał moich ramion, kiedy zsuwał z nich ramiączka stanika. Oddychałam płytko, a oczy miałam utkwione tylko na jego twarzy.
- Skarbie, nie wierć się. - wymruczał, kiedy ustami zjeżdżał coraz niżej. Błądził wargami od mojej szyi, po zagłębienie między moimi piersiami, aż doszedł w dół pępka.
- Nie mogę inaczej. - spięłam się. Uszło mojej uwadze to, kiedy moje majtki wylądowały na ziemi. Teraz leżałam przed nim w pełni naga. Nic nas nie dzieliło.
- Po prostu o tym nie myśl, kochanie. - oparł czoło o moje, a ten gest nieco mnie uspokoił. Jakby na odwrócenie mojej uwagi połączył nasze usta w pocałunku. Starałam się w pełni skupiać na jego miękkich ustach tuż przy moich; na tym, jak jego język popychał mój by odebrać dominację. Czułam rozrywające uczucie, kiedy delikatnie się we mnie wsunął. Automatycznie skrzywiłam się i zacisnęłam poły pościeli w swojej dłoni, lecz Harry wsunął swoje palce w moje, przenosząc nasze złączone dłonie tuż obok mojej głowy. Obserwował mnie badawczo. Nie mogłam otworzyć oczu.
- Trish... kochanie. - jego głos załamał się.
- Wszystko jest w porządku. - pokiwałam głową by przekonać bardziej samą siebie niż jego.
- Nie... ja nie mogę.
- Harry. - zatrzymałam jego ruchy. Otworzyłam swoje oczy, desperacko odszukując jego zielonych. Patrzył na mnie z bólem wymalowanym na twarzy. - Harry, potrzebuję cię.
Przełknął ślinę. Czułam, że dla niego mogę wszystko.
Dostrzegłam prawie zauważalne skinięcie głową i poczułam w sobie ruch. Wstrzymałam oddech i czekałam aż zrobi to po raz kolejny.
- Proszę. - błagałam.
Wiedziałam, że gdyby mógł wziąłby ten ból na siebie. Choć czułam się strasznie dziwnie, z Harrym to uczucie było najpiękniejsze. Lepszego sobie nie wyobrażałam.
- Kocham cię. - wyszeptał skupiając całą swoją uwagę na mnie.
- Harry... też cię kocham. - przełknęłam ślinę mając nadzieję, że przełknę razem z nią ten ból. Posłałam uśmiech, który - choć nie szczery i trochę nerwowy - zdawał się uspokoić Harrego. Odetchnął i i zrobił kolejny ruch, tym razem także się wycofując. Zacisnęłam wargi by nie wyleciało z nich żadne jęknięcie pokazujące jak bardzo niekomfortowe to było.
Kiedy zauważyłam Harrego usta na mojej szyi poczułam, jakby chciał scałować każdy mój ból, każdą negatywną sekundę w tej chwili. Odchyliłam głowę, a z moich ust wydostało się ciche westchnięcie. 
- Skarbie... zaraz dojdę. - wydyszał. Odgarnęłam loki z jego czoła i patrzyłam jak zaciska oczy. Jego dłoń zacisnęła się na mojej, przyciskając ją nieznacznie do materaca.
- W porządku? - zapytał po chwili. Bez najmniejszego wahania pokiwałam głową. Odgoniłam wszystkie moje szalejące myśli i ten ból, który towarzyszył mi przy każdym ruchu Harrego tylko dlatego, by zobaczyć jak Harry osiąga swój orgazm.
Jego szczęka zacisnęła się i wydał z siebie przeciągły jęk. Ten widok był wart wszystkiego. Nie żałowałam niczego. Nie odzywałam się, postanowiłam dać mu chwilkę, by otrząsnął się po tej chwili. Kiedy Harrego orgazm ustąpił, bardzo delikatnie i powoli wysunął się ze mnie opadając obok mnie. Szybkim ruchem zdjął z siebie prezerwatywę i odłożył gdzieś na bok. Nie miałam siły, by przekręcić głowę w jego stronę.
- Wszystko okej? - wyszeptał chowając kosmyk moich włosów za ucho. Pokiwałam głową, zbyt szybko. Patrzył na mnie przez pewien czas, kiedy oddychałam powoli wpatrując się w sufit. Wspominałam wszystko to, co wydarzyło się przed chwilą. Wszystko był przepełnione nowym uczuciem, które kilkadziesiąt minut temu zawitało pomiędzy naszą dwójką.
- Teraz będzie już tylko lepiej. - uśmiechnął się uspokajająco.
- Wiem, Harry. - odwzajemniłam uśmiech.
- Dasz radę wstać? - zapytał cicho.
- Chodźmy spać... - chciałam przykryć się, lecz Harry zatrzymał moje ruchy. - Sama dałabym sobie radę. - wywróciłam oczami chichocząc.
- Nie wątpię. - mrugnął oczkiem. Kiedy położył się obok mnie, nie odmówiłam wtulenia się w jego ciało, chociaż przekręcenie się w jego stronę kosztowało mnie wiele wysiłku.


________________________________
Cześć i czołem! ♥
Rozdział trochę w inny dzień niż zazwyczaj, ale myślę, że to nie szkodzi, hm?
Tak, wiem wiem, że ostatnio strasznie marudzę i chciałam Was naprawdę za to przeprosić. Ale pisząc cokolwiek kiedy nie ma się weny jest okropne, prawda? Z każdym rozdziałem boję się, że będę pisała sama dla siebie, jak to kiedyś było z Try, do - bodajże - 46 rozdziału... Dlatego zawsze proszę o wyrażanie swojej opinii, ponieważ drugiej takiej sytuacji nie zniosę.. 
Druga sprawa to taka, że zbliżają się święta, więc mam nadzieję, że poprawię swoją frekwencję na tym blogu i wezmę się w garść! ;) MOOOŻE pojawią się dwa rozdziały pod rząd, nie wiem, ale postaram się przygotować coś krótko mówiąc zaskakującego xd.
Dobra, kończę, bo moja notka niedługo będzie dłuższa niż ten rozdział...
Loff ♥

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 46

*Harry*

Kurwa. Kurwa. Kurwa. Przeszukałem cały dom, by w końcu gdzieś zobaczyć Trish. Ale jej nie znalazłem. Odchodziłem od zmysłów, dopóki nie wszedłem drugi raz do jej pokoju zaglądając do szafy. Większość ubrań zniknęła, a walizki z którą tu przyjechała nie mogłem nigdzie dostrzec.
Wyjechała.
Była na tyle zdesperowana, żeby mnie zostawić? Wyjechać bez słowa? Jestem cholernym idiotą, że nie zauważyłem tego. Nie dochodziła do mnie ta myśl, że kiedykolwiek mogła posunąć się do tego.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to zadzwoniłem do jej mamy. Dlaczego do niej? Bo idiota Harry nie miał numeru Trish. Dziwne, prawda?
- Powiedz mi, że ona jest u ciebie. - rzuciłem od razu.
- Harry. - westchnęła. Chciałem ponaglić ją, aby zaczęła mówić szybciej. - Nie wiem co się pomiędzy wami stało, ale ona nie chce tam wracać.
O kurwa. Naprawdę aż tak cholernym dupkiem się okazałem?
- Jak to nie chce wracać? - krzyknąłem. Szarpałem za moje włosy. Za cholerę nie mogłem się uspokoić. - Daj mi ją do telefonu.
- Ona śpi.
- Obudź ją. - prychnąłem. Mogłem być bardziej milszy.
- Harry, ona potrzebuje odpoczynku. Nie spała całą noc.
- Boże... - wypuściłem powietrze z płuc. - Dlaczego? Dlaczego nic nie zauważyłem? - mruknąłem bardziej do siebie. - Zuzann... Wiesz jak bardzo ona jest dla mnie ważna, j..ja...
- Wiem o tym, Harry. - przerwała mi, wyrywając mnie z niezręczności. Sam nie wiedziałem jak dokończyć to zdanie, które okazało się niefortunnie trudne. - Te maile, które mi wysyłasz... dziękuję ci za nie. Jestem wtedy spokojniejsza, bo wiem, że moja córka jest pod dobrą opieką.
Westchnąłem. Nigdy nie spodziewałbym się tego, że Zuzanah... że ona zgłosi swoją córkę do mnie na nauki.
- Okej. - rzuciłem ostatkiem sił i opadłem na łóżko Trish. Pościel pachniała nią, tak bardzo tęskniłem za tym zapachem. Jeśli Zuzanah nie przekona jej do powrotu, będę spał tutaj. - Powiedz jej, że jej potrzebuję.
- Ona potrzebuje przerwy.
- Proszę. - krzyknąłem zdesperowany.
- Dobrze, Harry. - wiedziałem, że zgodziła się z trudem. Niby dziękowała mi, że jest tu bezpieczna, ale wiedziałem, że zawsze stanie po stronie Trish i na siłę jej tu wysyłać nie będzie.
- Um... Nie będę już przeszkadzał. - potarłem skroń. - Niech ona wróci tu szybko...
Zwierzałem się jej, jak cholernej przyjaciółce. Bo kto zrozumie cię lepiej jak nie kobieta, która ma kilka przeżyć za sobą? Nie znała mnie od tej strony i chciała mi coś o tym wspomnieć, ale zachowała to dla siebie. Wiem to.
- Porozmawiam z nią. - wyczułem jak się uśmiecha.
- Okej. Dzięki. - ulżyło mi. Nawet nie wiem kiedy rozłączyła się, ja nadal trzymałem telefon przy uchu. Gdy zamknąłem oczy ujrzałem ten uśmiech, który był dla mnie powietrzem, a w tej chwili go zabrakło.


*Jenna*

 - Miałeś tego dopilnować, idioto. - wywróciłam oczami popychając Iana, który siedział bezczynnie na krześle. Nie przejmował się tym, że nasz plan jest ważniejszy od jego lenistwa.
- No kurwa. Wszystko na mojej głowie. - prychnął.
- Oh, oczywiście. Ja przecież nic nie robię! - podniosłam głos. Z tym idiotą normalnie rozmawiać się nie da.
- Rządzisz się. To jest jedyny twój obowiązek.
- Zamknij się. - warknęłam. - Jak ty mnie, do cholery jasnej, wkurwiasz! Beze mnie niczego byś nie osiągnął, tylko grzecznie poprosił swojego braciszka o posesję.
- Nie wypominaj mi tego, że jest on moim pieprzonym bratem. - wstał podchodząc do mnie. Jego sylwetka wyprostowała się przede mną. Myśli, że mnie, kuźwa, zastraszy.
- Dobrze wiesz, że pieprzy on dziewczynę, która ci się podoba. - szepnęłam z wyższością. Jego oczy zapłonęły, a linia szczęki się zacisnęła. Prawda boli. - Tylko on był pierwszy. - dodałam.
- Zamknij, kurwa, ryj! - odepchnął mnie tak, że wpadłam na biurko za mną. Zaśmiałam się.
- Koniec tego. - powiedziałam. - Dobrze wiesz, że on z nami nie wygra. Zwycięstwo zawsze było po naszej stronie. Trish jest jego słabością, a my to wykorzystamy...

*Harry*

Cztery cholerne dni. Cztery cholerne dni bez tlenu. Cztery cholerne dni bez zmrużenia oka.
Chciałem być sam, a przetłaczająca obecność Lary była wręcz... wkurzająca. Nie odwołałem zajęć. Po prostu miała ich o połowę mniej. Chciała mnie pocieszyć, ale co z tego? Skoro nie chciałem mówić jej niczego? Nawet zadzwoniłem do mojej mamy. Nie mówiłem jej o żadnym moim problemie, ale wyczuła, że jest coś nie tak. Chodziłem bez sensu po domu i patrzyłem na obrazy mojego ojca, które tak bardzo go zachwycały. Kurwa, nie robiłem nic.
- Harry. - usłyszałem głos Lary. Nawet nie zauważyłem, kiedy pojawiła się w kuchni. - Harry, wstań w końcu i zrób coś ze swoim życiem!
Odejdź, albo stanie się coś niemiłego dla ciebie.
- Nie. - mruknąłem.
- Jesteś denerwujący. - pisnęła cienkim głosem. - Eh, gorzej! - dodała ze wściekłością.
- Zajmij się sobą.
- Chcę ci pomóc.
- Nie, nie chcesz. Ani ja tego nie chcę.
- Czemu po prostu tego wszystkiego z siebie nie wydusisz? Ulży ci. - serio? Naprawdę, mam jej mówić jak źle się czuję? Głupio to zabrzmi, ale po prostu czuję, jakbym stracił połowę serca. Żaden materiał nie zaklei tej dziury.
- Zostaw mnie w spokoju. - wpatrzony w sufit, kątem oka zauważyłem, kiedy opuszczała powoli kuchnię. Gdy drzwi za nią zamknęły się zacisnąłem oczy, by nie wyleciała kolejna fala łez. Tak, nawet ja potrafię być tak słaby emocjonalnie, by dać oczom wolną wolę.

*Trish* 

Powoli weszłam po schodach, ciągnąc za sobą walizkę. Oczy piekły mnie od nieprzespanych nocy, a płacz, który towarzyszył mi podczas dwugodzinnej jazdy autobusem, wręcz sprawiał ból. Nie wiem jak spojrzę mu w oczy. Nie byłam na to przygotowana.
Wejść czy jednak wrócić do Londynu? W pierwszy dzień, kiedy chciałam spokojnie zasnąć w moim dawnym łóżku, miałam okropny sen, który zadecydował o tym, że przez kolejne dni nie zmrużyłam oka, bo obrazy z niego nawracały. Lara siedząca na kolach Harrego, oboje zadowoleni, szczęśliwi. Tego bałam się najbardziej. Nie chciałam czuć kolejnego rozczarowania.
Podczas tej kilkudniowej przerwy zrozumiałam, że Harry stał się moim powietrzem, bez którego nie da się funkcjonować. Chcę wejść teraz i załatwić to raz, a dobrze.
Pociągnęłam za klamkę i cicho weszłam do środka. Wszędzie było ciemno i musiałam uważać, by nie potknąć się o jakieś buty, które nigdy nie były tak porozrzucane jak teraz. Drzwi do pokoju Lary były uchylone, więc w pierwszej kolejności skierowałam się tam. Zapukałam cicho i nie czekając na reakcję od razu weszłam. Jeśli mam przyłapać ich razem, to niech będzie to właśnie teraz. Jednak nie widziałam tam ani Harrego ani Lary.
- O Boże! - odwróciłam się na pięcie, gdy zza mnie doszedł stłumiony krzyk. Lara zakrywała sobie usta dłonią i patrzyła na mnie w ogromnym szoku. Co? - Wreszcie jesteś.
Chwyciłam moją rękę i lekko nią potrząsnęła.
- Harry jest nie do zniesienia. Po prostu... musisz z nim natychmiast porozmawiać. - uśmiechnęła się lekko. Mała część mnie czuła satysfakcję, że jednak odtrącał Larę.
- Czy wszystko jest w porządku? - wydusiłam z siebie. Byłam w lekkim szoku. Lara wyglądała na szczęśliwą.
- Ze mną tak, ale z nim nie.
Oookej.
Szybkim ruchem ominęłam Larę i skierowałam się do Harrego sypialni, która znajdowała się w części budynku, w której rzadko kiedy bywałam. Wzięłam głęboki oddech i zostawiając walizkę przed drzwiami, pchnęłam je wchodząc cicho do pokoju.
- Mówiłem ci, żebyś mnie zostawiła.
Harrego głos był stłumiony przez poduszkę, którą miał przyciśniętą do twarzy. Uśmiechnęłam się mimowolnie na ten gest, który ocieplił moje wszystko.
- Harry. - szepnęłam. Nie mogłam przyrzec, że mnie usłyszał, ale kiedy oderwał poduszkę od twarzy i spojrzał na mnie z szokiem, wiedziałam, że się nie myliłam.
- Trish. - szepnął w zdziwieniu. - Boże.
Wstał i podszedł do mnie stając przede mną. Zmniejszył dystans całkowicie, kiedy oplótł mnie ramionami, przyciskając całkowicie do jego ciepłego ciała. Zaciągnęłam się jego zapachem opierając głowę na klatce piersiowej. Harrego serce biło tak szybko i mocno, że z łatwością mogłam to usłyszeć.
- Myślałem... - przerwał. - Boże, myślałem, że już nie wrócisz.
Nie mówiłam nic, kiedy ścisnął mnie bardziej. Oparł głowę na moim ramieniu, więc ręką sięgnęłam po jego włosy, głaszcząc je.
- Harry. - szepnęłam. - Przepraszam, że wyjechałam bez żadnego ostrzeżenia, ale... musiałam to wszystko przemyśleć.
- Już nigdy nie pozwolę ci odejść, rozumiesz? - chwycił moje ramiona odsuwając od siebie. Zielone oczy wlepił we mnie, patrząc z niesamowitą czułością. Boże, kocham go.
- Nawet nie spróbuję. - uśmiechnęłam się lekko.
- Czyli ty.. zostajesz? - zapytał z nadzieją.
- No tak. Chcę dokończyć swoje nauki. - Chwyciłam jego bicepsy i lekko ścisnęłam. W raz z jego rozświetleniem twarzy, mój umysł zaczął sprawniej działać. Dotleniłam się i mogłam oddychać swobodniej, skoro moje powietrze zostało mi oddane.
- Odchodziłem od zmysłów. Nie rób tego więcej. - Harry zszedł na ostrzejszy ton.
- Obiecuję. - zaśmiałam się i ustałam na palcach by dotknąć jego ust. Milimetry przed jego twarzą zatrzymałam się, zaczepiając palce na jego ramionach. Niespodziewanie Harry pierwszy musnął moje usta. Wydałam z siebie ciche westchnienie, a kolana pode mną ugięły się. Harry asekuracyjnie chwycił mnie za biodra, a skóra pod jego dotykiem zaczęła płonąć. Przerwałam pocałunek i po raz kolejny wtuliłam się w niego. Nie mogę uwierzyć, że on tu jest, że wszystko powraca do porządku.
Kiedy dotykałam nosem jego szyi, byłam pewna, że usłyszałam dwa ciche słowa, które wyleciały z ust Harrego.
- Co? - zapytałam niepewnie, patrząc w jego oczy.
- Kocham cię. - wyszeptał i oparł swoje czoło o moje. - To dziwnie brzmi z moich ust, ale tak jest... - wzruszył ramionami. Czuł się skrępowany i było to od niego czuć, ale... chwila... czy on powiedział...?
- Czy ty...
- Zrozumiałem to, kiedy cię przy mnie nie było. Pierwszy raz w życiu doznaję tego uczucia i powiem ci, że jest ono niesamowite.
- Harry. - zaśmiałam się pocierając jego nos swoim.
- A czy ty...
- Tak, Harry. Chcę, aby o uczucie nigdy nie wygasło.
- Pielęgnujmy je.
- Jestem za. - zachichotałam.
- Kocham cię. Boże. Trish, ja cię kocham. - zaśmiał się unosząc mnie nad ziemią i okręcając kilka razy w koło. Nim odstawił mnie na ziemię, wyznał mi to jeszcze kilka razy.
- Harry... - wydyszałam. - Kochajmy się.



__________________________________________________

P.S. Nie rozumiem tego, czemu jest tak mało komentarzy, a wejść na bloga po 200 dziennie. Dziękuję za uwagę :)




sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 45

Przez ostatnich kilka dni unikałam Harrego, a on nie zrobił nic, by temu zapobiec. Po prostu mnie olał.
"- Myślę, że będę się dobrze bawić. - usłyszałam cichy, nieśmiały śmiech z przymkniętych drzwi kuchennych.
- To zależy od ciebie jak będziesz podchodzić do tych zajęć. - powiedział Harry zwyczajnie. Tak mało z nim rozmawiałam...
- Nie rozumiem... jak mogłeś wytrzymać tyle czasu z Trish... Nie da się. 
Aha.  
Do moich uszu doszedł dźwięczny śmiech Harrego. Mogłam wyobrazić sobie jak spojrzał w dół i poprawił się na krzesełku. 
- Ona... ona po prostu jest nieprzyzwyczajona do towarzystwa. Chodzi mi - przez tak długi czas uczyłem tylko ją. Ale nawet nie wiesz ile jej zawdzięczam. Wątpię, że chciałabyś znaleźć się na jej miejscu te kilka miesięcy temu. Zmieniła mnie z okropnego dupka na... no na takiego jakim teraz jestem."
Dosunęłam moją niewielką torbę, jednak rzeczy było w niej w nadmiarze i jak najciszej otworzyłam drzwi pokoju. Dziś była moja kolej zajęć. Nie mogłam pogodzić się z tym, że mój harmonogram zmienił się nie do poznania. Trzy dni w tygodniu siedziałam bezczynnie widząc, jak Lara i Harry trenują. Moje serce się zatapiało w dodatku przekłuwane milionami szpilek. Nie mogę wierzyć w to, jak byłam zdolna zaufać mu, że jestem dla niego ważna. I to jak jego palce wyczyniały ze mną niestworzone rzeczy...

***

Nim zdobyłam się na odwagę zapukania w drzwi, upewniłam się, że doprowadziłam swoją twarz do porządku. Łzy cisnęły się do moich oczu mimo tego, że ich nie chciałam.
- Trish! Kochanie, wreszcie jesteś! - przytuliła mnie mama, głaszcząc po głowie. Co chwila wzdychałam zamykając oczy, siłując się z płaczem. Nie mogłam przegrać. 
- Coś nie tak? - zapytała obserwując uważnie moją twarz.
- Wszystko w porządku, tylko jestem nieco zmęczona. Wstałam wcześnie. - wymusiłam uśmiech.
- Trzeba było się wyspać. - zaprosiła mnie do środka, zamykając drzwi. - Opowiadaj! Dawno cię nie widziałam. Schudłaś!

*Harry*

Nie zmrużyłem oka tej nocy. Nieważne jak bardzo bym chciał, buzujące myśli nie dawały mi spokoju.
Kiedy postanowiłem wstać, usłyszałem zamykanie się drzwi wejściowych. To albo Trish albo Lara. No raczej.
Byłem okropny ostatnimi dniami. Dawałem Trish znaki, które mogła odebrać na różny sposób. Wiedziałem jak bardzo drażliwy był dla niej temat nowej uczennicy, więc czemu dawałem jej powody do zazdrości? Jestem takim chorym kutasem. Chciałbym cios w policzek, aby uwiadomić mnie w mojej głupocie.

***

- Widziałaś gdzieś Trish? - zabrzmiałem bardziej niż obojętnie. Dlaczego nie chciałem aby wiedziała, że łączy mnie coś więcej niż... coś z Trish?  
- W kuchni jej nie było. Nie wiem. - odpowiedziała normalnie głaszcząc Dolara. Wyobraziłem sobie na jej miejscu Trish. Kurwa.
- Okej. - westchnąłem. Byłem dla niej taki miły, że w życiu bym nie powiedział, że to ja.
- Stało się coś? - zapytała cicho; zerknąłem na nią przez sekundę. Jej troskliwy, przenikliwy wzrok zawieszony był na mnie i po jej speszeniu widziałem, że nie zamierzała mi tego pokazać.
- Nie... czemu? - pokręciłem głową, cały czas skupiając się na łuku, przy którym coś robiłem. Właśnie, nawet sam nie wiem co.
- Wyglądasz jakbyś był czymś przygnębiony... no nie wiem. - mruknęła patrząc z powrotem na Dolara.
- Wydaje ci się.
- Możliwe.
Była ona po prostu... słodka. Nie potrafiła zajść mi za skórę tak jak Trish. Nie działała tak na mnie jak Trish. W ogóle nie mogę jej porównać do Trish! Powinienem teraz rzucić wszystko i biec ją przeprosić. Za cholerne wszystko. A potem móc wpić się w jej usta i rozkoszować się cichymi jękami, które starałaby się zatuszować.
- Harry...
Ocknąłem się widząc przed sobą Larę.
- Naprawdę wszystko okej? Po prostu... trzymasz tak mocno ten łuk, że on zaraz tego nie wytrzyma...
Oczywiście. Jestem tak cholernie kiepski w ukrywaniu swoich uczuć i tego, jak rozpływam się w zamyśleniach. Odwróciłem się od niej, by nie mogła widzieć tego, jak się rozmarzyłem. Za mocno.

*Lara*  

- Wyżej... - głos Harrego był bardziej niż obojętny. Nie mogłam znieść tego, jak szybko potrafił zmieniać humorki.
- Nie mogę już. - jęknęłam opuszczając broń. Wierzchem dłoni przetarłam czoło i spojrzałam na Harrego, który patrzył w inną stronę.
- Za mało się starasz. - mruknął, po czym wziął głęboki oddech. Wiem, że coś go drażniło. Nie byłam na tyle nieuważna by nie spostrzec, że relacja Harrego i Trish opierała się nie tylko na znajomości. Troszkę szkoda - Harry jest naprawdę atrakcyjnym chłopakiem i po naszych rozmowach przez telefon zaczęłam budować dobrą opinię o nim w swojej głowie.
- Harry, możesz mi powiedzieć... - rzuciłam niepewnie. Z natury byłam nieśmiałą osobą, ale z każdą możliwą sytuacją starałam się to zmieniać, tylko nie wiem czy mi to wychodziło.
- O czym? - spojrzał na mnie dziwnie.
- O tym co cię gnębi.
- Nic nie wiesz. - prychnął i usiadł na trawie. Ponowiłam ruch, siadając przed nim. Skubał trawę skupiając się tylko na tym. Wiedziałam, że ma natłok myśli.
- Przez telefon wydawałeś się milszy. - zauważyłam.
Westchnął, po czym powiedział: - Musisz przyzwyczaić się do tego, że nie zawsze potrafię być miły. Przeprowadź wywiad z Trish czy coś...
- Wywiad? Proszę cię. - zaśmiałam się. - Przecież mówiłeś mi, że ona cię zmieniła, więc co nie co wiem.
Kiwnął obojętnie głową.
- Harry...
- Słuchaj. - spojrzał na mnie z zaciśniętą szczęką. - Kocham... nie, kurwa. Zależy mi na Trish, ale nikomu nie będę się zwierzał z tego, jakim jestem dupkiem. To, że staram się być miły dla ciebie, nie znaczy, że jesteśmy przyjaciółmi czy coś. I tak powiedziałem ci już za dużo... Kurwa.
Patrzyłam w szoku w ziemię. Nim zdążyłam przysporzyć jego słowa, on zniknął za drzwiami domu.

_____________________________________________
Cześć Misiaki po tak długiej przerwie! 
Przepraszam, ale nie stać mnie na dłuższy rozdział. Piszę resztkami sił i naprawdę, NAPRAWDĘ proszę Was o wybaczenie. 
W tym tygodniu, który niedługo nadejdzie, mam próbne egzaminy (więc się strasznie boję i trzymajcie za mnie kciuki). Dlatego piszę rozdział tak na szybko, bo czeka mnie jeszcze dziś duuuzo pracy. :(((
Chciałabym do piątku widzieć pod tym postem przynajmniej 10 komentarzy, wtedy NAJPRAWDOPODOBNIEJ pojawi się kolejny rozdział w następny weekend i będzie dłuży! I'll be very happy! ;) 
 Nie zabijcie mnie za tak beznadziejny rozdział... Boże, staję się coraz bardziej kiepska... xd 
Kocham Was, Słoneczka Najjaśniejsze!  ♥


niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 44

*Harry*

Przyznam, że trochę się stresowałem. Nastąpił ten dzień, kiedy będę musiał dzielić swój czas na dwie dziewczyny. Oczywiście wszystko okej, gdybym Trish poświęcał go więcej. W ostatnich dniach wszystko szło po naszej myśli; były sprzeczki, ale na szczęście nie tak poważne by unikać siebie na wzajem.
Dziś Trish okazywała trochę mniej chęci do życia niż wczoraj. Wiedziałem, że męczy ją dzisiejsze przybycie Lary. Chciałbym, żeby Trish wiedziała, że jej jedno spojrzenie robi ze mną niesamowite rzeczy, tylko jej dotyk sprawia, że moje wnętrzności wydają się zmieniać położenie.

*Trish*

- Wszystko w porządku? - Harry wszedł do kuchni, kiedy chodziłam po niej bez większego sensu. Moje oczy piekły od nieprzespanej nocy. Uspokajałam się czując zapach skóry Harrego tuż przy swoich nozdrzach, ale za nic nie mogłam zmusić się do snu.
- Nie wiem. - wzruszyłam dość obojętnie ramionami. 
- Skarbie, rozmawialiśmy o tym... - westchnął. Czułam rezygnację w jego głosie i wiem, że męczył się tym, iż przerabialiśmy ten temat już tyle razy.
- Wiem. - rzuciłam na wydechu, chwilę po tym czując silne ramiona wokół mojego ciała. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się jego bijącym ciepłem.

***

Słońce ogrzewało moją skórę, kiedy wyciągnęłam nogi przed siebie krzyżując je w kostkach. Zauważyłam, że od momentu mojego przyjazdu tutaj, zdążyłam nieco pociemnić swoje ciało przez opalanie. Kiedy zamknęłam oczy nakładając na siebie okulary przeciwsłoneczne, usłyszałam szczekanie Dolara. Momentalnie usiadłam, prostując się i patrząc na dziewczynę, która właśnie przekroczyła posesję Harrego. Jej krótkie spodenki i bluzka odsłaniająca brzuch sprawiły, że krew zaczęła we mnie wrzeć i miałam ochotę powiedzieć jej, żeby natychmiast się przebrała.
Aha.
Mogłam być pewna, że nie będzie słynnego powitania "kolejna dziewica", bo jak Harry powiedział - zmieniłam go; że Harry nie będzie zwracał na nią takiej uwagi, jaką poświęca mi. Szelest kółek od walizki, którą ciągnie za swoim ciałem wydaje się być bardziej wkurzający niż powinien. Kiedy skierowała się w moją stronę, nerwowo przełknęłam ślinę i wpatrywałam się w jej poczynania.
- Oh, cześć. - posłała uśmiech.
- Hej. - bąknęłam cicho i wróciłam wzrokiem na jeziorko. Mogę przyrzec, że więzi przyjacielskiej pomiędzy nami nikt nie znajdzie.
- Harry jest? - zapytała miło.
Kurwa.
Serio?
Powstrzymałam się przed odpowiedzią sarkastyczną. Trish, ona tylko pyta. 
- No. - urwałam krótko.
- Ty pewnie jesteś jego uczennicą. - zaczęła. Czemu ona próbuje podtrzymać ze mną rozmowę?
Uczennicą i nie tylko - dodałam w myślach. Chciałabym, żeby Harry uświadomił jego nową uczennicę, że jesteśmy dla siebie ważni i nie przyjmujemy osób trzecich.
- Tak, już od dwóch miesięcy.
Zauważyłam jak kiwnęła głową i rozejrzała się dookoła podziwiając widoki.
- Lara. - usiadła obok mnie wyciągając rękę. Kątem oka zmierzyłam jej dłoń, ale uścisnęłam ją nie zmieniając rys twarzy.
- Trish.
- Zawsze podobało mi się to imię! - zaśmiała się. Jej entuzjastyczna osobowość przyciągała na pewno wielu ludzi, lecz mój mózg był nastawiony w stosunku do niej negatywnie już od kilku dni, więc...
- Zaprowadzisz mnie do domu? Wydaje się być ogromny. - dokończyła z niewinnym uśmiechem nie odrywając ode mnie wzroku.
- Jasne. - wstałam i ruszyłam nie czekając na nią. Wiem, że chciała, żebym zwolniła, ale może moje dotychczasowe zachowanie kazało jej być cicho?
Doszło do tego stopnia, że jestem niemiła dla ludzi, którzy są mili dla mnie.
Gdy przekroczyłyśmy próg domu, Harry w tym momencie wyłonił się z kuchni stając nieco wryty. Spojrzałam w bok zaciągając się powietrzem i zagryzając wargę. Kątem oka zauważyłam, jak na policzkach Lary pojawiły się rumieńce. Oczywiście.
- Harry, pokaż Larze jej pokój. - posłałam sztuczny uśmiech i mijając chłopaka weszłam do kuchni.

***

Nastał ten moment, kiedy chciałam sięgnąć po papierosa, ale w ostatnim czasie nie jeździłam z Harrym do sklepu, więc oczywiste było to, że ich nie miałam. Zanim odepchnęłam się rękoma od blatu, odstawiłam szklankę do zlewu, w której przedtem piłam wodę. Kiedy Harry wszedł do kuchni spojrzałam na niego - jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Świetny początek.  - rzuciłam spuszczając z niego wzrok.
- O co znów ci chodzi? - zmrużył lekko oczy.
- Lara niemal pożerała cię wzrokiem. - rzuciłam zgryźliwie.
- Czy to moja wina? Ja nic nie robiłem. - bronił się. Moja irytacja z sekundy na sekundę wzrastała, kiedy przypominałam sobie ile czasu spędzi tu ta dziewczyna. - Twoja zazdrość nie zna granic widzę. Tłuczemy ten temat już od kilka dni, a ty nadal nie rozumiesz niczego. - mówił z wyrzutem. Chciałam spojrzeć w jego zielone oczy, ale nie miałam odwagi.
- Teraz to przemilczysz i znów złożysz na mnie, że nic z tym nie robię. Świetnie. - zbliżył się o krok gestykulując przed moim ciałem.
- Czy kiedykolwiek trenowałeś chłopaka? - spytałam, nie myśląc przedtem.
- Nie rozmawiamy teraz o tym. - westchnął wypuszczając drżące powietrze.
- Odpowiedz.
- Kiedyś.
- I co? - drążyłam dalej.
- Co i co?
- No i jak było? - oparłam dłonie na biodrach, tym razem patrząc w jego twarz. Jego rysy nieco złagodniały czyniąc mnie spokojniejszą.
- Normalnie? - odpowiedział niepewnie.
- Okej. - zakołysałam się na piętach gotowa by odejść.
- Co ty robisz? - patrzył na mnie niepewnie.
- Idę, nie widać? - rzuciłam gotowa by od niego odejść, lecz poczułam zaciśniecie się jego dłoni na moim nadgarstku.
- To widzę, ale gdzie?  - wywrócił oczami nie rozluźniając palców na mojej ręce.
- Na zewnątrz. Nie dokończyłam tego co zaczęłam. - wyswobodziłam się z jego dotyku i zanim zdążyłam opuścić kuchnię minęłam Larę, która zdziwiona moimi szybkimi ruchami zatrzymała się w miejscu.
- Widzisz? - spojrzałam na Harrego, który patrzył na mnie pustym wzrokiem. Nie wydobyłam z siebie dźwięku, ale mogłam być pewna, że mnie zrozumiał.


_____________________________________________________
Cześć i czołem! Jestem z rozdziałem! Kto się cieszy??..............Nikt.....? Aha. Super. Oki.
Taki żarcik xd
A tak serio to doszła nam nowa bohaterka! --------> Lara, którą już możecie zobaczyć w zakładce BOHATEROWIE
Iiii jeszcze jedna sprawa. Dzieje się coś niedobrego i całkiem normalnego! TRACĘ WENĘ! heh. Wszyscy zachwyceni, prawda? Wiem, że tak xd Nie będziecie musieli komentować, jeżeli zabraknie rozdziałów. Ale jestem śmieszna, nieee?
Ten rozdział był pisany resztką siłą i czuję się z tym źle, że wyszedł taki jaki wyszedł (czyli byle jaki i wcale nie wyszedł xdd) Proszę o wybaczenie.
Z chęcią powiedziałabym, że kolejny rozdział już jutro, albo za tydzień w sobotę, ale tego NIE POWIEM, bo nie wiem co będzie jutro albo w sobotę. Naprawdę, nie wiem co mam robić dalej. Czytam książki i w ogóle inne fanfiction, ale wena nie wpływa do mej głowy. Czy ze mną jest coś nie tak? LEKAAAAARZA!
Okej, kończę moje krótkie przemówienie i idę prosić Boga by mnie wspomógł.
Bajo ♥

sobota, 24 października 2015

Rozdział 43

* Harry*

Kończąc rozmowę odsunąłem telefon od ucha i odsunąłem się od okna. Byłem pewien, że ujrzę Trish na środku pokoju, ale pościel, którą przedtem złożyła leżała rozrzucona na ziemi, a drzwi były niezamknięte. Co do cholery?
Z impetem ruszyłem przechodząc przez próg. Nie myślałem, że sobie pójdzie, a najgorsze jest to, że nie znam powodu i nie wiem gdzie dokładnie jest. Telefony tej nowej zaczynają mnie powoli wkurzać i na ile będę zdolny, postaram się to przemilczeć.
Pierwszy postanowiłem sprawdzić jej pokój i wybrałem dobrze, bo siedziała na łóżku z łokciami opartymi na kolanach. Ten widok dosłownie szczypał moje wnętrza. Cholera.
- Trish? - zapytałem niepewnie znajdując w sobie siłę, by przekroczyć próg. - O co chodzi?
Pomimo tego, że wszedłem głębiej i powiedziałem do niej cokolwiek, jej wzrok nadal pozostał wlepiony w podłogę. Czemu tak bardzo mi to przeszkadzało?
- Chodzi o ten telefon? - nie chciała rozmawiać, a do tego wzruszyła ramionami. Kurwa. Z całych moich jebanych sił starałem się utrzymać nerwy przy sobie, co było trudne. Niech mnie szlag nie trafia. Niech mnie szlag nie trafia.
- Powiedz coś. - mruknąłem.
Odezwij się.
Jedno słowo.
- Może zachowuję się jak samolubna idiotka, ale nie mogę tak dłużej! - krzyknęła, jej drobne dłonie zacisnęły się w piąstki. Wczoraj taka niewinna, a dziś pełna wybuchowego temperamentu. To ze mną, czy z nią jest coś nie tak?
- O co dokładniej chodzi? - spytałem spokojnie. Nie byłem jeszcze tak bardzo zdenerwowany.
- Sam zapytałeś: "o telefon?". Więc odpowiadam - tak, o telefon.
Zdziwiłem się kiedy wstała z niedorównaną prędkością. Myślałem, że podejdzie do mnie, a jej dłoń zetknie się z moją twarzą, lecz ona tylko, albo , podeszła stając centralnie przede mną. Patrzyła na mnie wzrokiem zabójcy i gdyby nie to, że jej oczy, nawet pełne jadu, hipnotyzowały mnie już dawno by je opuścił.
- Zadzwoniła do mnie tylko, bo...
- Zadzwoniła? Tylko? - wywróciłem oczami, gdy przerwała mi. Jej złość zawsze śmieszyła mnie, ale teraz było inaczej. Nie czułem rozbawienia. Jedynie irytację, że robi z tego wielką sprawę.
- No tylko. - broniłem się.
- Ze mną tyle nie rozmawiałeś. - ugięła kolano, złączając ręce na klatce. - W ogóle nie rozmawiałeś. - syknęła. Ona naprawdę jest zła. Czuć od niej to na odległość.
- Bo wszystkie te sprawy załatwiała twoja mama. - nie dałem irytacji przejąć nade mną kontroli. - Poza tym myślałaś, że jestem czterdziestoletnim facetem!
Podałem dobre argumenty. Spuściła głowę i westchnęła. Czułem, że nie do końca poddała się; będzie walczyć. Znałem ją trochę. Trish była dziewczyną z reguły zazdrosną, chociażby okazując to w sytuacjach z Jenną. Nie chciałem, by myślała, że mi nie można zaufać.
- No weź... - czułem, że zaczynam powoli wygasać - traciłem siły na dalszą kłótnię, chciałem jej dotyku, tego delikatnego i pełnego niewinności.
- Nie byłeś dla mnie taki miły, jak jesteś dla niej. - rzuciła.
- Znów zaczynasz? Nie możemy o tym zapomnieć i... i już? - zapytałem lekko znudzony.
- Jak chcesz. - wzruszyła ramionami i zanim zdążyłem ją jakkolwiek zatrzymać zniknęła mi z oczu. Nie czułem bólu, gdy moja stopa zetknęła się z szafą w silnym impecie.

*Trish*

Otworzyłam oczy z nadzieją, że znajdę obok siebie Harrego. Cóż, nie było go, ale to jedynie moja wina. Moje wczorajsze zachowanie może nie było na miejscu, ale to nie sprawia, że tego żałuję. Czuję, że nie polubię tej dziewczyny.
Kiedy wyszłam z łóżka, spojrzałam na swoje ubranie; nadal miałam na sobie dżinsy i koszulkę. Och.
Po skorzystaniu z łazienki i przebraniu się w leginsy i czarny t-shirt udałam się do kuchni. Dźwięk telewizora dobiegał z salonu. Biorąc głęboki oddech nacisnęłam na klamkę i cicho weszłam do kuchni. Harry leżał na kanapie w salonie, na tej kanapie, gdzie wiłam się pod jego dotykiem. Momentalnie odwróciłam wzrok i kątem oka zdążyłam zauważyć jak ciało Harrego prostuje się i miałam pewność, że za chwilę stanie przede mną.
- Cześć? - zaczął. Wyczuwałam w jego głosie minimalną nutkę irytacji - pewnie sama nie wytrzymałabym ze sobą. - Jeszcze się gniewasz?
Głupie z mojej strony było to, że udawałam oburzenie, a tak naprawdę chciałam, by mnie wziął w swoje ramiona i nigdy nie puszczał. Więc czemu sprzeciwiam się sama sobie?
- Posłuchaj mnie Trish. - stanął centralnie za mną. Udawałam niewzruszoną, przez co usłyszałam jego głośne wypuszczenie powietrza. - Znów mam mówić ci, że liczysz się dla mnie tylko ty? Nie wiem co takiego zrobiłem. Robię coś źle? To mi to powiedz.
Z całej siły jaką miałam w sobie zaciskałam oczy i usta, by nie wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Przytul go, dziewczyno.
- Więc powiem to jeszcze raz. Liczysz się tylko ty, tylko na tobie mi zależy, tylko z tobą pragnę rozmawiać i przebywać. Tylko ty doprowadziłaś mnie do śmiechu. Nie minęły dwa miesiące, a jednak to ty najdłużej tu jesteś. Minęły dwa miesiące, a zdążyliśmy się pocałować i nie robić niczego innego, nie mówiąc tu o przedwczorajszej zaistniałej sytuacji. Każda inna wyjechałaby stąd, każdej innej by tu nie było, każdej innej już dawno bym nie chciał. - zakończył swoją wypowiedź. Co chwila z jego ust wylatywały ciche wzdychania. Ściskało mnie w środku - byłam tak nieugięta i po co to?
- Okej. - westchnął, a jego oddech drżał.
Idiotka.
Idiotka.
Skończona idiotka.
Zacisnęłam oczy i powstrzymywałam łzy, kiedy opuścił pomieszczenie trzaskając drzwiami. Wyobrażałam sobie co musiał o mnie myśleć, jak musiał się uspokajać.
Podniosłam głowę w górę i szepnęłam ciche "dlaczego".
Bo dlaczego?
Dlaczego nowa uczennica musi zjawić się tu już w kolejnym tygodniu. Po prostu nie wyobrażam sobie Harrego - jego czas dla mnie będzie ograniczony, a głupia ja, zamiast go wykorzystywać teraz, spędzać z nim nawet najmniejszą chwilę, wkurzam go, doprowadzając do takiego stanu.
Otworzyłam lodówkę, by zaraz ją zamknąć. Straciłam ochotę na cokolwiek i siadając na ziemi schowałam twarz pomiędzy kolana.
Czułam się okropnie. Każda myśl wariowała i o czym bym nie pomyślała, wszystko wracało myślami do Harrego. Wstałam by udać się do swojego pokoju i wziąć telefon - potrzebowałam rozmowy z mamą - ale bałam się, że spotkam Harrego. To oczywiste, że przez chwilę musiałam ochłonąć i pozbierać myśli.
Beznadziejne jest to, że nie potrafię odpuścić, iść do Harrego, przeprosić za wszystko i spędzać z nim czas. Dużo czasu. Nie ominie mnie to, bo mamy dziś zajęcia, ale... chciałabym, żeby były przeprowadzane jak ostatnio - pełne śmiechu i pozytywnych chwil.
Wybrałam numer rodzicielki i opadłam na łóżko.
- Cześć kochanie. - powiedziała ciepło. - Czekałam na twój telefon. Jak w Biburach?
- Nie jest źle. - rzuciłam słabo. - Ale nie najgorzej.
- Jak to? Stało się coś?
Mogłam schować mój obojętny ton i chociaż nie martwić mojej mamy, za którą z resztą bardzo tęsknię. Minęły dwa miesiące, a ja odwiedziłam ją tylko raz. Ale ze mnie córka, co?
- Nic wielkiego. Po prostu małe spięcie z Harrym. - westchnęłam przypominając sobie jego słowa skierowane do mnie. Nie minęły dwa miesiące, a jednak to ty najdłużej tu jesteś.
- Oh... - mruknęła. - Ale przyjedziecie? - upewniała się.
Kuźwa.
- Wiesz mamo... bez względu na wszystko przyjadę w następnym tygodniu. Raczej bez Harrego, bo wiesz... on będzie miał nową uczennicę. - zamknęłam oczy przypominając sobie o niej.
Każda inna wyjechałaby stąd, każdej innej by tu nie było, każdej innej już dawno bym nie chciał.
Jeśli ta dziewczyna w stosunku do Harrego będzie taka śmiała jak Jenna, rzucę się na nią i nie zważając na nic rozszarpię.
- Kochanie, słyszysz mnie? - ocknęłam się, słysząc głos mamy po drugiej stronie linii.
- Tak, mamo. Przepraszam. Co mówiłaś?
- Pytałam kim ona jest?
- Nie wiem, mamo. Nic o niej nie wiem. - westchnęłam.
- Oh. No trudno. Szkoda, że Harry z tobą nie przyjedzie. No cóż, ale nie mogę doczekać się, kiedy w końcu zobaczę ciebie. Tęsknię córeczko. Opowiesz mi o wszystkim jak się zobaczymy, dobrze?
- Dobrze mamo. Także tęsknię.
Zamieniłyśmy jeszcze kilka słów i zakończyłam połączenie. 

***

Dzień był chłodny i nieco pochmurny. Pasował do mojego nastoju...
Kiedy opuściłam dom i szłam w kierunku miejsca, gdzie mieliśmy ćwiczenia, Harrego tam nie było. Rozejrzałam się dookoła, ale także tam nigdzie go nie było widać. Uchylone drzwi od garażu mogły świadczyć o tym, że znajdował się w środku. Zajrzałam do środka i mając przed sobą drzwi do kącika muzycznego i siłowni, wybrałam te drugie, ponieważ tam ujrzałam sylwetkę Harrego. Jego mięśnie napinały się, gdy uderzał w worek treningowy. Jego dłonie zaciśnięte w pieści i napięta szczęka były widokiem, który nie często mi towarzyszył. Wyładowywał swoje nerwy. Przeze mnie.
Mogłabym oglądać go przez wiele czasu, lecz postanowiłam na zewnątrz poczekać aż skończy.
Taki Harry był niesamowicie seksowny i pociągający, jak i i trochę przerażający. Martwiło mnie to, iż zdenerwowałam go tak bardzo, by doprowadzić do takiego stanu. A może robił to często?
Kiedy zasunęłam bluzę i bardziej ukryłam ręce w rękawie, Harry wyszedł z garażu, na co lekko podskoczyłam. Wiatr świszczał, dodając nieprzyjemnego charakteru do sytuacji. Wzrok Harrego był zimny i czułam jakby zamrażał mnie od środka. 
Bez słowa odszedł po sprzęt i zanim mi go wręczył wystawił tarczę. Było ona lekko poniszczona. W sumie nie tylko ja na niej wykonywałam ćwiczenia. wręczając mi broń musnął swoimi palcami moją dłoń. Zadrżałam, mimo to, że było to przez przypadek. Na pewno.
Pamiętam, gdy nie mogłam wycelować w czerwony środek tarczy. Teraz wydawało mi się to banalnie proste. Dzięki naszym wspólnym siłom doszłam tak daleko. Nim zdążyłam pierwszy raz strzelić, rozproszył mnie dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na Harrego przepraszająco; nie otworzył nawet ust, tylko prawie niewidocznie przytaknął. 
Jenna. 
Odchrząknęłam nerwowo i zostawiając telefon dzwoniący z powrotem ukryłam go w kieszeni. Po chwili ucichł. Wycelowałam kilka razy i strzeliłam w sam środek. 
- Ze strzelaniem już jest okej. - rzucił zwyczajnie Harry. Bolało mnie to, że w jego głosie nie było żadnych emocji. To tylko i wyłącznie twoja wina, pamiętaj. Cholera, wiem. 
- To dobrze. 
Ponowny dźwięk doszedł do naszych uszu, ale starałam się to olać.
- Odbierz to. - nakazał. 
- To nic ważnego. - unikałam jego badawczego wzroku, który z resztą po chwili odwrócił razem ze swoim ciałem. Zacisnęłam wargi. Tak bardzo było mi źle - ten cholerny dystans czynił mnie słabą. 
- Kurwa. - mruknął, gdy po raz kolejny zaczął dzwonić. Wyjęłam go z kieszeni i nim zdążyłam odrzucić połączenie i wyłączyć telefon, Harry wyrwał mi urządzenie z ręki patrząc na ekran.
- Aha. - rzucił oddając telefon. 
- Harry...
- Nic nie mów. - warknął. 
- Ale Harry, daj mi powiedzieć...
- To jest teraz twoje główne zajęcie? Umawianie się z Jenną? A może to jednak Ian? - syczał wyraźnie wkurzony i zirytowany. 
- Przesadzasz. - rzuciłam cicho.
- Wcale nie. - zmierzwił włosy w nerwowym geście. - Tyle razy ci powtarzam - odwal się od nich, ale najwyraźniej to nigdy do ciebie nie dotrze! 
- Gdybyś chociaż raz w życiu dał mi powiedzieć coś do końca, nie byłoby tego nieporozumienia. 
- Proszę, mów. - podniósł rękę w mimowolnym geście. 
- Nie wiem czemu bez przerwy do mnie dzwoni. To naprawdę nieporozumienie. 
- Było nie dawać jej numeru. - prychnął. - Czy naprawdę jesteś aż tak naiwna, żeby myśleć o przyjaźni między tobą a nią? - powiedział kpiąco. 
- To było dawno... 
- Co z tego. - rzucił. - Nie zmienia to faktu, że jesteś naiwna. 
- Owszem, jestem. - postanowiłam się poddać. Jego zdumienie na twarzy było oczywiste, kiedy przyznałam się do tego. 
- Boże, nie chciałem... - cicho westchnął. - Możemy to skończyć? Te głupie warczenie na siebie? Cholera, to męczące. - poddał się tak samo jak ja. 
- Jestem za. - uśmiechnęłam się. - Poza tym chciałam cię bardzo przeprosić za moje wczorajsze i dzisiejsze zachowanie... nie wiem co we mnie wstąpiło. 
- Po części cię rozumiem. Ale wiedz, że ta dziewczyna naprawdę mnie nie interesuje i nie zainteresuje.
- Wierzę ci. 
W momencie kiedy znalazłam się przy nim uniósł mnie za biodra, więc oplotłam nogami jego ciało. 
- Koniec zajęć. - uśmiechnął się ukazując dołeczki. 
Kiedy prowadził nas w stronę domu śmiałam się tylko i cieszyłam bliskością jego ciała.

___________________________________________________________
Rozdział trochę opóźniony, ale myślę, że to nic. 

Komentujcie :)


sobota, 17 października 2015

Rozdział 42

*Harry* 


Otworzyłem zaspane oczy przecierając je niedbale dłońmi. Głupawy uśmiech wkradł mi się na twarz gdy spojrzałem w dół widząc Trish przytuloną do mojego boku. Przekręciłem się na bok i oparłem na łokciu, by patrzeć na nią bez żadnych przeszkód. Porozrzucane włosy dodawały jest kurewsko seksownego uroku i nie chciałem spuszczać z niej oczu, a tym bardziej odchodzić, chociaż musiałem się odlać. 
Nie chciałem by otwierała oczu, ale zrobiła to, z małym grymasem na twarzy. 
- Czemu na mnie patrzysz? - zamarudziła, tak jak ja po przebudzeniu przecierając oczy.  
- Wybacz. Nie mam nic lepszego do robienia. 
Za cholerę nie udawało mi się powstrzymać mojego wiercenia. Czułem, jakbym zaraz miał wylać wszystko w tej sekundzie. 
- Rozumiem. Łazienka. - uroczy śmiech wypełnił przestrzeń. Nie mogłem go nie odwzajemnić. - Leć. - Chciałem śmiać się, gdy próbowała wypchać mnie z łóżka, lecz bałem się, że mój pęcherz tego nie wytrzyma.  
- Przestań. - zatrzymałem ruchy jej rąk i przycisnąłem do poduszki. Nie przestawała się śmiać. 
- Zalejesz całe łóżko. Chcesz tego? - dostrzegłem jak przygryzała wargę by nie roześmiać się. W chuja śmieszne. 
- Potrafię się powstrzymać. Znam swoje granice. 
Wytykając język nawilżyłem nim skórę koło jej ucha. Przechyliła głowę, by odepchnąć mnie, lecz za nic nie odsunąłem się.
- Harry... idź jak chcesz. 
- Nie chcę.
- Zaprowadzić się? 
- No. - podobał mi się ten pomysł. Na samym skorzystaniu z łazienki by się nie skończyło. 
- Żartowałam. - uśmiechnęła się zwycięsko. 
- No wiesz? - rzuciłem udając oburzenie. - Nakręcasz mnie, a później się wycofujesz. 
Wzruszyła ramionami. Fuknąłem coś niezrozumiale i wstałem jednak się odlać. Wyczułem, że długo nie mogłem już zwlekać. 
Te niezapomniane 15 minut z wczorajszego wieczora przyprawiło mnie o ucisk w dolnej partii mojego ciała. Rozchylone, opuchnięte od moich pocałunków usta Trish były tak kuszące, że ledwo co powstrzymywałem się przed zrobieniem czegoś niegrzecznego lub... mało ważne. To, gdy nie mogła się wysłowić, ułożyć chociażby zdania z trzech wyrazów; to, gdy powiedziała "Harry... Jesteś..." - było to dla mnie kurewsko podniecające. Myślałem, że eksploduję. Nakręciłem się na nią wtedy tak bardzo jak jeszcze nigdy. 
Była dziewicą. I to mnie cholernie kręciło. Wiele razy nabijałem się z niej - była taka niewinna, taka niedoświadczona... z chęcią zająłbym się nią w ten nietypowy sposób na początku, ale ona przyjechała tu tylko na jakieś zajęcia. Moje zajęcia. Nie jakiejś Jenny. Moje. 
- No tak, tak. - usłyszałem opuszczając łazienkę. Wszedłem do salonu wchodząc powoli na łóżko. 
- Z kim rozmawiasz? - szepnąłem do jej wolnego ucha.
- Mama, Harry, mama. - spojrzała na mnie. Kiwnąłem tylko głową i położyłem się obok zakładając ręce za głowę. Mogłem usłyszeć tylko "przyjedźcie"
Cholera. 
Kurwa.
Miałem nadzieję, że zapomni o tym niefartownym wyjedźcie, na który tak bardzo się cieszyła. No fakt, nie mogę z nią tam jechać, ale nie chcę, by wyjeżdżała i zostawiła mnie tutaj. Jej mama chce mnie osobiście poznać, ale przecież... nawet nie wiem czym my jesteśmy. Powiedzieliśmy sobie tylko, albo aż, że nam na sobie zależy. Tylko ja nie wiem, czy mi tylko na niej zależało. Nigdy nie doznałem większego uczucia, zawsze uważałem je za żałosne. A teraz? Sam nie wiem.
- Kocham cię. - powiedziała odrywając słuchawkę od ucha. Nigdy bym się do tego nie przyznał, ale pomyślałem o tym, jakby to było gdyby wypowiedziała je do mnie. 
Jestem głupkiem, wiem. 
Zmarszczyłem brwi, gdy bez słowa wstała z łóżka i poprawiała swoje seksowne wdzianko. 
Mówiłem już, że nigdy nie widziałem lepszych rzeczy do spania? 
- Doookąd idziesz? - podparłem się na łokciu patrząc, gdy wyprostowała się. - Nie mów, że temat o wyjeździe do Londynu popsuł ci nastrój. 
- Może. - mruknęła. Westchnąłem tylko i wstałem z łóżka podchodząc do niej. W porę, ponieważ zamierzała wyjść. 
- Czekaj. - stanąłem przed nią. Uciekała przede mną wzrokiem. - Pojechałbym, ale sama wiesz...
- Oczywiście Harry. Wiesz, że nie będę stała ci na przeszkodzie. Pojadę sama. - w duchu wyśmiałem ją za nieszczery uśmiech. 
- Cholera, pojechałbym. Nie możesz przełożyć...? Czy coś... 
- Nie mogę. - stąpała z nogi na nogę. - Po co przekładać, skoro dwa, czy trzy tygodnie nie mają tu znaczenia? 
- No cholera. Nie wiem co mam ci powiedzieć. - przejechałem ręką po karku obserwując jej reakcję.
- Nie mów nic. Pojadę sama na weekend, wrócę w poniedziałek i będzie dobrze. - jej uśmiech nadal był wymuszony. 
- Naprawdę to nic? - upewniłem się.
- To nic. - znów to samo.
Kurwa, jak ja wiem, że jednak coś. 
Zamknąłem oczy, gdy wyszła z salonu. Serio? I co ja mam teraz pomyśleć? Za cholerę nie mogę zostawić tej nowej, by wyjechać sobie na weekend. Muszę wypełnić masę papierów, skontaktować się z nią chyba po raz kolejny, pisać maile i takie inne chujowe rzeczy. Wszystko oczywiście się wali, lub zmienia swój kierunek w zupełnie przeciwną stronę niż bym chciał. 

*Trish*

O. mój. Boże. 
Tak bardzo jak chcę jechać, coś mnie zatrzymuje. Tym czymś jest nowa uczennica. Chcę zobaczyć jej zachowanie w stosunku do Harrego, a na pewno nie będzie normalne. 
I niby ja mam mu uwierzyć, że jest ona "kobietą po czterdziestce"? Jedynie idiotka da się na to nabrać. 
Wyszłam z pokoju w celu udania się do kuchni. Chciałam przygotować coś prostego do jedzenia i nie gniewać się na Harrego o jakaś błahostkę. Bo nie ma się czym przejmować i jest to błahostka, prawda? Mijając korytarz najbliżej kuchni - a ten dom miał niezliczoną liczbę korytarzy - zobaczyłam otwarte drzwi od jednego z pokoi, w którym nigdy nie byłam. Skręciłam więc idąc pewnie, dopóki nie zatrzymałam się w progu i nie ujrzałam Harrego męczącego się ze składaniem pościeli. Powstrzymanie śmiechu w tej chwili było hardcorowym wyczynem, lecz jako tako udało mi się to. Przekleństwa ulatywały z Harrego ust, a ręce miał jak z waty, gdy niesforny materiał z każdą próbą złożenia go odstawał z innej strony. Gdy jego pełen irytacji wzrok spotkał mój, zachichotałam.
- Pomóż mi i przestań się nabijać. 
- Bez nerwów Harry, bez nerwów. - śmiałam się dalej i podeszłam do niego. Chwyciłam jego drżące ręce i odebrałam materiał pokazując jak składać. Wątpię czy mnie słuchał, bo przyłapałam go kilka razy jak zerkał w okno. - To pokój dla tej nowej? 
- Taa. - rozejrzał się dookoła. - Jeżeli, że chcesz się zamienić to...
- Nie, jest okej. 
Chciał się podlizać? Przyzwyczaiłam się do tamtego pokoju poza tym niepotrzebna mi zmiana. 
Usłyszałam wibracje i dostrzegłam jak Harry wyjął telefon z kieszeni. 
- Taa, Harry. 
Okej. Ze mną nie rozmawiał tyle przez telefon. Nie to, żebym była zazdrosna, ale... Dla mnie nie był taki miły. Podszedł do okna, stając do mnie tyłem. 
- Okej. - szepnęłam do siebie, wzdychając. Opuściłam złożony materiał na podłogę i znów powstał galimatias, ale czemu mam się tym przejmować?   
Nawet nie zauważył, gdy wyszłam z pokoju. 


____________________________________

Bijecie po prostu rekordy. Nie to, żebym była wredna. Oczekujecie ode mnie rozdziałów jak najczęściej i jak najdłuższych, a nawet nie macie czasu na napisanie chociaż jednego słowa. 
Dziękuję tym, którzy komentują i ślą miłe słowa. Dziękuję za wsparcie. 
P.S. Nie piszę tego dla siebie, lecz dla Was.